REKLAMA

Blogi - Z perspektywy...

Frekwencja wyborcza
Z perspektywy...Różne myśli, mniej lub bardziej rozczochrane

Czyli… dlaczego warto pójść zagłosować

2014-10-24 18:51:48

Często spotykam się z opiniami mieszkańców, że na wybory się nie wybierają, bo to nie ma sensu. Uważają, że to i tak nic nie zmieni, więc szkoda czasu, zachodu i zawracania głowy.

Przyznam uczciwie, iż to, że tak myśli wielu ludzi, wcale mnie nie dziwi. W dużym stopniu ich rozumiem. Dzisiejszy świat polityki, zarówno tej ogólnopolskiej jak również lokalnej, tak daleko oderwał się od ludzi, ich codziennych problemów, że, w pogoni za codziennością, przytłoczeni prozą życia, trudno im jest znaleźć energię i motywację. No i jeszcze docierają do nas sygnały, że omawiany świat polityki często „capi” różnymi nieciekawymi zapachami.  I to nas też odpycha. Myślę, że nasze Marki dostarczają jeszcze jeden argument. Utrwalona już od 20 lat władza, brak poczucia jakiegokolwiek wpływu na podejmowane przez władze decyzje, skutecznie oswoiły nas – mieszkańców – z poczuciem bezsilności na to, co dzieje się w naszym mieście. Człowiek, w naturalny sposób, całkiem racjonalnie, staje się niejako impregnowany na publiczną sferę życia. Zbyt dużo wysiłku musi poświęcać na codzienne sprawy bytowe, żeby zajmować sobie głowę sprawami, które - w jego poczuciu – i tak go przerastają.

Chciałbym jednak rzucić promyk światła i złamać – przynajmniej nieznacznie - powyższy sposób myślenia. Dodatkowo, posłużę się jeszcze prostą arytmetyką, żeby wzmocnić w ten sposób uzasadnienie, że mino szeregu wątpliwości, zarówno co do otaczającej nas polityki oraz wątpliwości co do kolejnych kandydatów „pchających się na stołki”, warto poświęcić zbliżającą się nieuchronnie, listopadową, niedzielną godzinę – choćby w formie rodzinnego spaceru [bo to zawsze warto, dla zdrowia i dla więzi rodzinnych] – i przy okazji oddać swój głos, prawidłowy głos.

 

I.              Część pierwsza – czyli… nie wszyscy ludzie muszą być źli.

Często, zatopieni w bieżące sprawy, a życie pełne jest różnych trosk – sprawami wyborczymi albo nie interesujemy się w ogóle albo na tzw. ostatnią chwilę. Trudno zatem się dziwić, że jeśli już to docierają do nas informacje o charakterze plotek, narzuca nam się proste i stereotypowe myślenie. Niestety - żeby lepiej poznać otaczającą nas rzeczywistość – choćby naszej lokalnej polityki – trzeba się nad nią bardziej pochylić i jej poświęcić więcej czasu. A co, gdy tego czasu nie starcza na ważniejsze dla nas sprawy? Ano, pozostaje nam nasza intuicja i doświadczenie życiowe.

I tak, warto chyba sobie zdać sprawę, że nie wszyscy muszą być tylko interesowni, zapatrzeni w swój własny czubek nosa. Przecież wystarczy zapytać samego siebie czy taki jestem? Więcej będzie odpowiedzi na tak czy na nie? [Hi, hi, hi.]

Wiem jedno – nie wszyscy ludzie są z gruntu źli i oni też „próbują dostać się na stołki”, by dokonać zmian na "lepsze". Przez siebie rozumiane "lepsze", w które wierzą.

Ludzie mają swoje pasje, zainteresowania, różne zajęcia. No właśnie… są wśród nas, mieszkańców, ludzie, którym chciałoby się coś zrobić na rzecz innych, na rzecz miasta. Ale jak ich wyłuskać? Jeśli nie mamy kandydata, który nas do siebie przekonał, jeśli nasza wiedza jest bardzo ograniczona – kierujmy się intuicją i swoim życiowym doświadczeniem oraz zasadą odwrotną, zasadą „mniejszego zła”. Dlaczego warto? To pokaże arytmetyka.

Wiem też drugie – samo nic się nie zmieni wokół nas, jeśli tego nie zrobi konkretny człowiek. Trzeba go wskazać. Można zgłosić się samemu i poddać ocenie innych albo dokonać oceny tych, którzy odważyli się poddać takiej ocenie. I trzeba spróbować nie dać się oszukać i bezmyślnie nie oddać swojego głosu.

 

II.            Część druga - Siła pojedynczego głosu, czyli… co na to arytmetyka?

Każdy z nas patrzy z perspektywy siebie. Co może mój jeden głos, jeśli w mieście zameldowanych jest ok. 30 tyś ludzi, mieszka pewnie koło 36 tyś., a prawo głosu ma ponad 21 tyś.?

Jeśli w ten sposób myśli wielu z nas i do urn chodzi 30-40%, powoduje to, że o przyszłości 36 tyś. ludzi decyduje 6 do 8 tysięcy. A co, jak frekwencja spadnie do 10-20%? Decydentami jest wtedy raptem 2 do 4 tyś. To naprawdę grupka w stosunku do 36 tysięcy. Wystarczy zatem, że określona, nawet relatywnie niewielka grupa społeczna, skupiona wokół jednej idei zmobilizuje się – narzuci w ten sposób swoją wolę innym. Trudno się dziwić – to jest prawo demokracji. I do kogo wtedy można mieć pretensję? Do nich? Nie – im trzeba gratulować wygranej. Pretensję trzeba mieć do pozostałych.

No dobrze, a jeżeli takich grup, które skupiają się wokół swoich idei jest więcej? No właśnie – wtedy tworzy się przestrzeń wyboru dla tych, którzy nie są twardymi zwolennikami, w całej rozciągłości, którejkolwiek z nich. Wtedy pojawia się przestrzeń na kompromis. Jeśli nie postrzegamy w nim szansy tylko zagrożenie - tkwimy w miejscu, w stagnacji. Kompromis to antidotum na choćby mały krok, ale krok do przodu.

I tu prosta arytmetyka.

Jeżeli 10 osób ma prawo decydować o wyborze jednego z trzech wariantów, każdy z tych dziesięciu ma trochę inne zdanie, ale pójdzie tylko 3? Czy ten wybór, jaki by on nie był, oddaje realną opinię wszystkich dziesięciu? Myślę, że każdy z nas intuicyjnie czuje, że absolutnie nie. Taki eksperyment można sobie zrobić samemu w rodzinie i pośród znajomych, wybierając w zaproponowany wyżej sposób, co jutro wszyscy będą jedli na obiad. Już widzę minę tych, którzy dostaną szpinak i brukselkę [bo wydaje im się, że są wszystkożerni J] – a zmobilizują się akurat trzy osoby z dziesięciu, które nie lubią mięsa – i dlatego się zmobilizują, bo go nie lubią?

Największą siłą demokracji nie są głoszone poglądy [bo jest ich wiele] lecz jest właśnie frekwencja wyborcza [która musi dokonać najlepszej możliwej selekcji]. Nikt z nas nie jest przysłowiową „alfą i omegą”, ale jak wszyscy pójdą oddać głos – to wynik wyborów będzie najbliższy nastrojom i oczekiwaniom wszystkich mieszkańców – jak byśmy się nie różnili w poglądach.

To jest statystyka – a ona, jako bezduszna istota, bez poglądów politycznych i społecznych – prowadzi właśnie do takiego wyniku. Trzeba tylko dać jej szansę – oddać swój głos. Maksymalnie wielu z nas.

 

III.           Część trzecia – czyli… podsumowanie.

Moje podsumowanie będzie bardzo krótkie. Jeżeli choć jedną osobę, po przeczytaniu mojego tekstu, udało mi się przekonać do zagłosowania w najbliższych wyborach – warto było go napisać.

Pozdrawiam również nieprzekonanych – do zobaczenia podczas jeszcze kolejnych wyborów - może właśnie wtedy…


Z perspektywy...Różne myśli, mniej lub bardziej rozczochrane

Udostępnij:


REKLAMA

Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

KALENDARZ WYDARZEŃ

30
Środa
Wrzesień 2020
Wrzesień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
31
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
1234
imieniny:
Geraldy, Honoriusza, Wery

REKLAMA

REKLAMA